Tłukę się przez powtórki z rozrywki. Ze względów zawodowych muszę opuszczać chwilami moje polityczne poletko, żeby poszwędać się po zakamarkach sztuki powszechnej. Owszem, gdybym kierował się własnym smakiem błądziłbym nadal meandrami pastelowych kresek Leona, Stasia, czy Stanisława. Ze względu na ofertę wzbudzenia na nowo fascynacji estetycznych, począwszy dopiero od klasyki antycznej, zdecydowałem się lekko przekornie zatopić na moment w odmętach Sargonów, Gilgamesza, Venus, Echnatona z Małżonką oraz dopiero potem „wyćwiczonych aczkolwiek nieprzetrenowanych”. Są emocje, proporcje, narracja i szukanie, czy może bardziej dopatrywanie się filozoficznych sensów. Po wielu latach wracam do pracy akademickiej, wracam do pracy dydaktycznej. Choćby w niewielkim zakresie, ale właśnie ze smakiem:-). Soon…
Poniżej: kadr z filmu „Marzyciele” (2003) w reż. Bernardo Bertolucciego. W kadrze Eva Green, a może Venus z Milo?