Jestem szalony, że chce mi się pisać o tak późnej porze, zwłaszcza że dopiero wróciłem z inauguracji Festiwalu Chopinowskiego w Dusznikach. Muszę. Wrażeniami należy się dzielić.
Po pierwsze, atmosfera dusznickiego Festiwalu jest unikatowa i niepowtarzalna. Przy pięknej pogodzie goście tego wielkiego święta żyją muzyką, swoim towarzystwem i kuluarowymi rozmowami. Jest to coś niepowtarzalnego i niemożliwego do opisania słowami. Muzyka Chopina, sierpniowy wieczór, widoczne z Dworku drzewa w dusznickim parku i subtelna gra świateł żyjącego o tej porze roku kurortu to preludium do muzycznej transcendencji…Te antrakty po zmierzchu, kiedy okolice parku tuż przy Dworku żyją wrażeniami melomanów… Te dźwięki Preludium nawołującego na kolejną część koncertu… Bezcenne!

Festiwal tradycyjnie zainaugurowano pod pomnikiem F. Chopina, pod którym liczne delegacje złożyły kwiaty. Honor uroczystego otwarcia przypadł Karolci – oficjalnie p. zastępcy Burmistrza Dusznik-Zdroju;-))). W samym Dworku, po części wystąpień organizatorów, mieliśmy okazję wysłuchać recitalu brazylijskiego pianisty Nelsona Freire. Grał Bacha, Schumanna, Villę-Lobosa oraz oczywiście Chopina. Z interesującego mnie repertuaru odnotowuję Chopinowską Sonatę h-moll oraz granego na bis Mazurka nr 4, op. 17. Ja zapamiętam Mazurka. Lirycznego, ciągnącego się leniwie w epilogu dzisiejszego wieczoru. Rozmarzonego polskim tańcem ludowym, doskonale wpisującego się w klimat Dusznik późnym wieczorem, tuż przed zaśnięciem uzdrowiska. Rytm zapowiadający kolejny dzień i kolejne wrażenia… Dobrej nocy…
P.S.
Poniżej Karolcia pełniąca honory Gospodyni, w tle Marcin z Kwiatami, no i Chopin…, a obok zapełniająca się sala oczekująca na Bohatera wieczoru.