Weekend – Milczenie – Pan Tadeusz – Fronda

Piątek.

Na starcie weekendu stanęło „Milczenie” Martina Scorsese. W końcu udało nam się obejrzeć. Ufffff…Wcale nie było to takie łatwe, ponieważ na naszym terenie film był praktycznie nieosiągalny. Mamy inną „papkę”, ale filmu „na poziomie” u nas nie uświadczysz. Przepraszam, „na poziomie” grają „Pokot” (ja jeszcze nie widziałem), ale poza tym to sami superbohaterowie i ludziki z kreskówki. Od razu widać, jakie deficyty w nas drzemią . Rozrywka oraz nierealne kobiety i  faceci w przebraniach (nie mylić z „Różową serią”;-). Tak całkiem poważnie, to zobaczenie tego filmu, kultowego przecież reżysera, graniczyło z cudem. W końcu nam się udało. Film uważam za bardzo ważny. Może nie przełomowy, ale na pewno w wieloaspektowy sposób ukazujący problemy wiary, człowieczeństwa, a także niełatwego budowania bezwzględnie trwałej relacji z Bogiem. Piękne zdjęcia, świetna gra aktorska, a do tego dylematy moralne; wszystko to ukazane w niezwykle trudnych dla chrześcijan okolicznościach. W wielu recenzjach, które czytałem lub które słyszałem, podnoszono próbę analizy tytułowego milczenia. Dla mnie, w filmie Scorsese, milczenia nie ma zbyt wiele. Paradoksalnie, wbrew tytułowi, czytelne są krzyczące emocje, krzyczące dylematy, krzycząca rozpacz i Bóg, który przez cały obraz mówi do poszczególnych bohaterów. Do każdego w indywidualny, ewidentny sposób. Mnóstwo odniesień do Nowego Testamentu…wspaniale zasugerowanych. Także mocno krzyczących! Dla każdego chrześcijanina, film ten jest pozycją obowiązkową, zwłaszcza w kontekście rozgrywających się na naszych oczach dramatów wielu wyznawców Chrystusa, w różnych częściach świata. Historia zatacza koło. Co do nas samych, film ten powinien spowodować refleksję nad kondycją własnej wiary, a zwłaszcza osobistej relacji z Bogiem. Ja raczej nie polecałbym prób stawiania siebie samych, na miejscu głównych bohaterów. Jeśli nie chcemy zgrzeszyć pychą, nic mądrego raczej nie wymyślimy; no chyba, że nasze myślenie będziemy rozpatrywać w kategoriach tylko życzeniowych lub od razu uznamy własną porażkę. Jeśli jednak przyjdzie nam do głowy taki eksperyment,  i chcielibyśmy zastanowić, co zrobilibyśmy na ich miejscu, to podpowiem od razu jedną z możliwych odpowiedzi. Właściwie to podpowie ją nasza noblistka Wisława Szymborska. „Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono”.

Sobota.

Wrocław i wizyta w Muzeum Pana Tadeusza. Tutaj, parafrazując bohatera filmu Barei chciałbym zapytać, ile jest Pana Tadeusza w Panu Tadeuszu? Dla mnie stanowczo za mało. Ginie prawie całkiem wśród świata multimediów, późniejszych kontekstów i ciężkich do wychwycenia, przeideologizowanych ciągów narracyjnych zaserwowanych przez autorów. Gubi się nasz Pan Tadeusz, wśród wątków pobocznych, kontynuacji idei i ciężkich do połączenia wątków. Wiem, czepiam się chyba aż nazbyt mocno, ale efekciarstwo, na mnie przynajmniej, nie działa. Pan Tadeusz, jeśli chodzi o stronę wizualną, nie wnosi niczego nowego. Wszystko już to znamy, z Krakowa, Warszawy, nie mówiąc o innych stolicach europejskich. Pana Tadeusza chciałoby się o wiele więcej, księga po księdze, wątek po wątku. W końcu to narodowa epopeja, przechowywana we Wrocławiu przecież w oryginale. Tak sobie myślę, że jeśli kiedyś będę obrzydliwie bogaty, to kupię sobie jeden z obrazów Muncha i w Lądku-Zdroju założę jego muzeum;-))). Dobra, przepraszam, dzisiaj coś za dużo jadu. We Wrocławiu wszystko ładnie i w porządku, ale mnie jakoś nie położyło. Pewnie nie „kumam” kontekstów. Późno już, pewnie zmęczenie wychodzi…może jak jutro siędę, żeby poprawić literówki w szkicu to mi przejdzie i sprostuję…Aha, udało nam się kupić wór dobrej kawy. Pogoda w kratkę.

Poniżej: Slajdy z wizyty w MPT i pochmurny Wrocław:-).

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Niedziela.

Nie przeszło mi. Nadal czepiam się Tadeusza. Martusia jest o wiele bardziej wytonowana. Jej podobało się zdecydowanie bardziej niż mnie. Czyli, zdania są podzielone, a więc warto wybrać się osobiście. W niedzielny poranek, przy pysznej kawie z wora, świeżo mielonej, rozmawia się niesamowicie przyjemnie:-). Uczciwie muszę zaznaczyć, że całkiem przyjemnie oglądało się „czasówkę” w MPT, czyli „Palimpsesty”. Ciekawy pomysł i jeszcze lepsza realizacji. Jest więc OK.

Po drugiej (megadobrej) kawie zaczytałem się w wywiadzie, który został dzisiaj opublikowany na Frondzie. Udzielił go mój serdeczny kolega Aleksander. Lubię Frondę, lubię Senatora Szweda i lubię ten wywiad. Krótko mówiąc, lubię to!!!

Polecam wywiad na stronie internetowej: fronda.pl!

Dodaj komentarz