Ivo

Wczoraj, zatrzymany przez chwilę w „chałupie” przez rotawirusy zapoznałem się z muzycznym dorobkiem duetu: p. Martha Argerich (piano) i p. Claudio Abbado (batuta). Zachęcony wczorajszym doświadczeniem sięgnąłem po ciekawostkę w mojej płytotece, czyli wydany przez DG eksperyment współpracy wspomnianego dyrygenta z szalonym Ivo Pogorelichem (tak, tak tym samym bożyszczem tłumów).

Pana Ivo ze wszech miar nie cenię. Jego wykonawstwo muzyki Chopina (pomimo wielu zachwytów polskiej publiki w czasie jednego z konkursów) to dramat w trzech aktach. Akt I – brak szacunku dla kompozytora, akt II – brak szacunku dla precyzyjnego przecież zapisu nutowego, akt III – brak szacunku dla świadomego odbiorcy. Na koniec oczywiście ukłony i kwiaty;-). Może scenicznie było to dla niektórych porywające (chociaż myśląc w tych kategoriach zdecydowanie wybieram show chińskiej pianistki Yuja Wang;-))), ale ja niestety nie jestem w stanie dostrzec nawet i tego. Po prostu krucho. Próbowałem słuchać pana Ivo w różnych chopinowskich odsłonach. Zawsze wypadało tak samo. Dramatycznie!!!

Cóż, stało się. Znalazłem jakiś czas temu coś przyjemnego w jego wykonaniu i uczciwie jest 617qzlt-b3lsię do tego przyznać. Chodzi mi o II Koncert Fortepianowy f-moll Fryderyka. Wykonał go w 1983 (na szczęście bardzo dawno) z towarzyszeniem Chicago Symphony Orchestra pod dyr. Claudio Abbado. Wspólnie, wyszło im arcydzieło. Pianiście udało się chyba tylko raz w życiu wykonać solidnie kompozycję Chopina i należy uznać ten „wypadek przy pracy” za wyjątek potwierdzający regułę, ale jednak…udało się.

Nagrania słucha się z zachwytem. Koncert został chyba napisany specjalnie dla Pogorelicha. Brawo! Oczywiście ten fonograficzny epizod nie zmienia mojego stosunku do całego dorobku pianisty. Muszę jednak szczerze przyznać, że jego wersji f-molla słucham dosyć często. Niepokojąco często. Cóż, natura zna takie przypadki;-))).

Dodaj komentarz