Muzyczne arcydzieła

Chyba i na mnie w końcu przyszedł lekki kryzys przeziębieniowy, ale postanowiłem go zignorować. Jest mi o tyle łatwiej, że spotkało mnie w ten jeszcze trwający weekend, tyle emocji muzycznych, że aż przyjemnie o nich myśleć.

img_20170205_180318Pierwsze z emocji to zdziwienie i radość towarzyszące mi przy odkryciu genialnego chopinowskiego nagrania Piotra Anderszewskiego. To ogromny wstyd, że naszego wielkiego pianisty nie kojarzyłem z wykonawstwem muzyki Fryderyka. Jestem wprawdzie odrobinę usprawiedliwiony, gdyż Andreszewskiego znałem z genialnych interpretacji Bacha, ale powinienem wiedzieć zdecydowanie więcej. Na jego chopinowskie próby natknąłem się w serwisie YouTube, gdzie zamieszczono niesamowitą interpretację dwóch Polonezów nr 5 i 6. Zachwyciłem się nimi do tego stopnia, że zacząłem szperać w sieci i nagle, ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że pianista w 2003 roku zmierzył się z późnymi utworami Chopina, co trwale zmaterializowało się w formie audio, na krążku wydanym w ramach serii Warner Classics przez wytwórnię Erato. Oczywiście szybko zamówiłem nagranie, które na szczęście było dostępne bez większych problemów i zakochałem się absolutnie w interpretacjach naszego pianisty. Na płycie znalazły się Mazurki op. 59 oraz op. 63, Ballady nr 3 oraz 4 mocne Polonezy: nr 5 z op. 44 oraz nr 6 z op. 53 (tzw.heroiczny). Płytę zamyka najpewniej ostatnie znane dzieło Chopina czyli Mazurek nr. 4 z op. 68.

Do opisania epizodu chopinowskiego w dorobku Anderszewskiego brakuje po prostu słów. Najłatwiej byłoby go określić jako przełomowy albo jeszcze precyzyjniej, wypełniający pozostawioną dotychczas lukę. Trudno wśród interpretacji muzyki Chopina szukać czegoś porównywalnego. Pianista podchodzi do trudnych dzieł Chopina z ogromną inteligencją i zrozumieniem. Mazurki gra niewiarygodnie. Oddaje lekko i precyzyjnie ich rytmicznego ducha, uzupełniając (tylko kiedy trzeba) tonującą ostateczny efekt, liryką. Oj, jaka to piękna liryka. Ręce pianisty rozumieją się doskonale, jeszcze zaś lepiej rozumieją instrument i muzykę, którą wykonują. Rytm, liryka i unoszący się nad nimi duch Chopina. Powód do dumy. Mazurki stają się bardzo patetyczne, w tej właśnie liryce. Nie jest to żaden oksymoron. Kto zna Mazurki, zrozumie co chcę powiedzieć. Poezja.

Ballady, to kolejny przykład niezwykle indywidualnego podejścia do dzieł Chopina. Wciągające i narracyjne, zagrane z ogromną czułością i delikatnością. Ewenement. Bardzo oryginalne podejście. Słucha się ich z ogromną przyjemnością. Techniczna sprawność, płynność i szacunek dla instrumentu. Ballady z Anderszewskim to „kompozycja” niezwykle udana, do tego grana z ogromną sprawnością. Można powiedzieć, że to taki fabularny eksperyment. W roli scenarzysty Fryderyk, reżyseria i dwie role pierwszoplanowe – Piotr.

Dwa Polonezy pianisty, które zaprowadziły mnie do jego chopinowskiego dorobku to temat na odrębną analizę. Nie jestem w stanie zmierzyć się z nim artykułując cokolwiek, co nie zabrzmiałoby banalnie. Polonez z op. 44 to byt niezależny. Przeszukałem całą sieć oraz moją płytotekę, ażeby znaleźć coś podobnego. Interpretacji takiej nie znalazłem. Polonez, którego bardzo, ale to bardzo lubię nabrał pod palcami Polaka zupełnie innych kształtów. Moc połączona z delikatnymi muśnięciami klawiszy to synteza doskonała. Interpretacja genialna. Jakie to wszystko lekkie i ulotne. Jak brzmi. Pogłos, który trwa.

Płytę kończy kameralny Mazurek. Nostalgiczne podsumowanie życia i twórczości Chopina. W wykonaniu Anderszewskiego, niezwykle prawdziwe i melancholijne.

Płyta „Piotr Anderszewski. Chopin, Ballades, Mazurkas, Polonaises” to prawdziwe arcydzieło. Panie Piotrze, proszę o więcej Chopina. Nie tylko Bach i Beethoven. Marzę o interpretacji Sonaty b-moll. Już wyobrażam sobie ogromne pole do mocy rubato. Minęło już kilkanaście lat od nagrania Chopina. Czas na więcej. Oby!

Druga z emocji to katharsis towarzyszące wykonaniu koncertu Szostakowicza przez img_20170204_174543amerykańską skrzypaczkę Esther Yoo w Filharmonii Krakowskiej. Ta młoda kobieta może zrobić ze skrzypcami co tylko zechce. Panowanie nad instrumentem, lekkość i dynamika oraz kreowanie palety przeróżnych emocji – to jej znaki rozpoznawcze. Do tego, jakież rozumienie zapisu nutowego i współpraca z orkiestrą oraz dyrygentem. Majstersztyk. To krótkie podsumowanie mojego katharsis. Ta skrzypaczka już dołączyła do grona światowej elity. Właśnie ukazał się jej debiut dla DG. Nagrała, wraz z wybitnym Ashkenazym, koncert Sibeliusa. Już zamawiam:-).

Trzecia emocja z zakresu muzyki poważnej to złowrogie pomruki wydobywające się z obrazów Beksińskiego, prezentowanych w Nowohuckim Centrum Kultury. Chodziłem, patrzyłem i słuchałem. Z tych złowrogich pomruków udało mi się wyłowić bardzo dużo. Przede wszystkim światło i… ogrom nadziei. Paradoksalnie.

Co to był za weekend. Teraz pora na chlorowodorek pseudoefedryny…

Dodaj komentarz