Sugarfree trwa

Od lipca uskuteczniam „lajfstajl sugarfree”. Przychodzi całkiem gładko. Po wyeliminowaniu słodyczy (największy problem z czekoladą…mmm…), wciągnięciu tony warzyw, owoców i orzechów, dorzuciłem wyeliminowanie %. Napoje oczywiście tylko bez cukru (Coke, I miss U). Z kawą i herbatą i nie było jakiegokolwiek problemu. Nie słodzę ich od kilkunastu lat. Problem pojawił się z pieczywem. Uwielbiałem pszenne bułki z piekarni w Krosnowicach. Piszę uwielbiałem, ponieważ na przestrzeni ostatniego półrocza stałem się fanem razowców, grahamów i innych wynalazków. Junk food & fast food przestały istnieć, nawet podczas podróży. Oczywiście do tego wszystkiego, nawet przy solidnych mrozach (jak chociażby dzisiaj -9 st.C) gonię na basen. Co ważne, jako podstawa planu konieczne są: higiena snu, rozrywka i lektura plus lektura duchowa. W moim przypadku 80% zaplanowanego czasu to praca, praca i jeszcze raz praca (zawodowa, samorządowa i partyjna). Organizacja i logistyka – niezbędne. Dewiza ora et labora stała się bardzo bliska. Wpadki się zdarzają. Nie jestem zaborczy i nie trzymam się planu w 100%, ale rytm jest stale podtrzymywany. Efekt: bez specjalnego żyłowania, w przeciągu 6 miesięcy, 6 kilogramów w dół i genialne samopoczucie! Życząc wszystkim samozaparcia, polecam przede wszystkim, nawet przy mocnych mrozach…(patrz fotka:-)))…wp_20161230_09_24_42_pro

P.S.

Czekając na cieplejsze dni, od stycznia postanowiłem dorzucić jeszcze zabawę na steperze:-). Żeby wyrobić 300% normy trzeba niestety wstawać wcześniej niż zwykle.

P.S.

„Sugarfree” przychodzi łatwo, ponieważ Martusia jest 100% bardziej konsekwentna ode mnie. To gigantyczna motywacja. Razem raźniej!

Dodaj komentarz