Płytę Nigela Kennedy’ego z zarejestrowanym ponownym podejściem do Czterech pór roku Antonio Vivaldiego, czyli The New Four Seasons nabyłem już kilka miesięcy temu. Nie ukrywam, że do świeżego wówczas zakupu podchodziłem z ogromną nadzieją, ale jednocześnie niepokojem. Muszę przyznać, że płyta Kennedy’ego potwierdziła w moim przypadku, że historia po prostu lubi się powtarzać.
Moja przygoda z genialnym kompozytorem Antonio Vivaldim rozpoczęła się ponad 20 lat temu, kiedy w znanym każdemu lądczaninowi, sklepie p. Artura Dobrzyńskiego, nabyłem pierwszą kasetę z nagraniem Czterech pór roku. Nie pamiętam kompletnie jaka orkiestra i pod czyją batutą popełniła tamto nagranie, pamiętam jednak, że dla mnie, wówczas bardzo młodego człowieka, było ono niezwykle inspirujące. Z perspektywy czasu uważam, że interpretacja Vivaldiego, w wydaniu”kasetowej” orkiestry nie wykraczała choćby w najmniejszym stopniu poza przyjęty kanon klasyczny. Mój obraz wykonawstwa muzyki Vivaldiego został dosyć szybko całkowicie zburzony. Stało się to za sprawą odtwarzanego w naszej Telewizji Polskiej (było to we wczesnych latach 90-tych) popisu szalonego wirtuoza Nigela Kennedy’ego, który wraz z English Chamber Orchestra pokusił się właśnie o niezwykłą interpretację cyklu koncertowego Vivaldiego. Moim pierwszym wrażeniom po częściowym, telewizyjnym wysłuchaniu Czterech pór towarzyszyło oburzenie i niezrozumienie. Interpretacja skrzypka całkowicie naruszyła dotychczasowy porządek, który kształtował mój osobisty odbiór muzyki barokowej. Z czasem, po latach, oburzenie zaczęło ustępować miejsca fascynacji. Pierwsze nagranie Czterech pór roku Kennedy’ego to niekwestionowane arcydzieło muzyki klasycznej. Płyta, która stanowi kamień milowy i punkt odniesienia dla wszystkich przyszłych pokoleń muzyków zmagających się z oporem materii smyczkowej. Płyta do granic absurdu spójna, fascynująca i po prostu nawiązująca kontakt z Absolutem. Cóż zrozumiałem ją dopiero, jako osoba dorosła i przyznam, że należy do najchętniej odtwarzanych w naszym domu. Wirtuozerię wykonania maestro Nigela, już dużo wcześniej zrozumiała rzesza fanów muzyki klasycznej, bowiem jego pierwsze wykonanie dzieła Vivaldiego należy do najlepiej sprzedanych klasyków w dziejach historii. To niewiarygodne, że nagranie z muzyką poważną rozeszło się w nakładzie ponad 2 milionów egzemplarzy!
Kennedy w ostatnich latach dał się poznać jako artysta ciągle poszukujący nowych ścieżek. Przygody jazzowe&klezmerskie zdefiniowały go jako wyjątkowej klasy nie tylko wirtuoza, ale także improwizatora, którego artystyczny rozwój trwał będzie wiele lat. Szczęśliwie, jest jeszcze na tyle młody, że możemy spodziewać się wielu nadciągających doznań. Co ciekawe, ze względu na swoje zamiłowanie do Polski (sprawy osobiste;-) możemy bardzo często słuchać jego gry w naszym kraju, a nawet oglądać na meczach Cracovii, której jest wiernym fanem;-)
Po ponad 25 latach od wydania swojego barokowego bestselleru, skrzypek postanowił na nowo zmierzyć się z utworami Vivaldiego. Oczywiście zaraz po premierze płyty The New Four Seasons postanowiliśmy nabyć ją do naszej rozleglej klasycznej płytoteki. Właśnie, po pierwszym słuchaniu nowego podejścia do Vivaldiego zastanawiałem się , czy CD odłożyć na miejsce zajmowane przez krążki klasyczne, czy nie wrzucić go na półkę jazzową, a może nawet rozrywkową. Vivaldi trafił jednak do klasyki. Wrażenia które odniosłem po pierwszych słuchaniach były niejednoznaczne. Wprawdzie eksperymenty dźwiękowe, którymi uraczył nas skrzypek wraz z Orchestra of Life wydawać się mogą, mówiąc językiem młodzieżowym, „grube”, jednak mając na uwadze moje doświadczenia z brytyjską muzyką klubową i jazzem, właściwie mnie nie zaskoczyły. Oczywiście połączenie barokowych linii melodycznych z całym repertuarem środków oferowanych przez mixery i komputerowe kombajny mogą pozornie wydawać się świętokradztwem. Osobiście muszę przyznać, że eksperymenty te nie naruszały w wielkim stopniu muzycznej sfery sacrum, a wręcz przy pierwszym kontakcie wydawały się dziwnie zabawne. Po kilku odsłuchach wszystkie te melanże zaczęły jednak, ku mojemu zaskoczeniu, dodawać całości kolorytu i uzupełniać tę szaloną narrację. Co znamienne, po chwilowej przygodzie z płytą zdecydowałem się odłożyć jąna półkę, gdzie przeleżała dobre dwa miesiące. Zastąpiła ją oczywiście wspaniała interpretacja z końca lat 80-tych, której słuchało mi się z prawdziwą przyjemnością.
Do The New Four Seasons postanowiłem wrócić ostatnio. Płyta towarzyszy mi już drugi tydzień. Jednego wieczora udało mi się nawet przesłuchać ją czterokrotnie. Podobnie jak przy pierwszym podejściu do Kennedy’ego w latach 90-tych, zaczynam ją rozumieć i niewiarygodnie doceniać. Nie interesują mnie w niej ani mixy speców od Massive Attack i Goldfrapp, ani fabularna otoczka dorabiana jako wypełniacz między utworami. Interesują mnie tylko i wyłącznie skrzypce Kennedy’ego. Wirtuozeria tego człowieka nie zna jakichkolwiek granic. Śmiało należy przyznać, że obok Menuhina, Oistrakha to zdecydowanie najwybitniejszy skrzypek naszych czasów. Cztery pory grane są z emocją, płynnie i po prostu przepięknie. Dzięki tej płycie w końcu zrozumiałem cykl wiosenny. Dzięki tej płycie zauważam również momenty, na które nigdy nie zwracałem uwagi, słuchając licznych wcześniejszych wykonań. Kennedy świadomie wydobył i podkreślił fragmenty, które skrzętnie skrywały się w gęstym zapisie nutowym Vivaldiego. Ożywił ulotne chwile Pór roku, które wcześniej stanowiły tylko liche tło. Skrzypek po prostu tchnął nowe życie w twórczość Vivaldiego. Co ciekawe dzieło nie traci absolutnie nic ze swojego barokowego charakteru. Zostało jedynie w nowatorski sposób przyozdobione. Cóż, barok przecież uwielbiał ozdobniki. Pan Kennedy na naszych oczach stworzył współczesne muzyczne technorokoko. Gratuluję.
Myślę, że moje przygody z genialnym skrzypkiem, jeszcze nie raz będą opierać się na podobnym mechanizmie, a historia jeszcze nie raz zatoczy koło. Znów z radością będę mógł przechodzić od zadziwienia, lekkiego oburzenia do absolutnej fascynacji.
The New Four Seasons gorąco polecam!!!
Nigel Kennedy&Orchestra of Life – Vivaldi. The New Four Seasons, Sony Classical 2015 (okładka -front)
P.S.
Na płycie zagrał również polski trębacz, Tomasz Nowak:-)