Muzealny tour

Moje polityczne zaangażowanie w kampanię wyborczą spowodowało, że w ostatnim czasie byłem nieco wyalienowany. Alienacja dotyczyła kilku istotnych dla mnie sfer, które staram się regularnie pielęgnować, a które niestety, dla mnie, musiały na pewien czas zostać odstawione nieco „w kąt”. Jedną z takich sfer jest zainteresowanie sztukami plastycznymi.

Będąc czynnym zawodowo, a także publicznie, człowiek staje przed dylematami jak pogodzić swoje obowiązki z licznymi pasjami. Na początku mojej drogi zawodowej skuteczna organizacja czasu stanowiła spore wyzwanie, teraz jednak, co odnotowuję jako swoisty paradoks, im więcej obowiązków przybywa, tym bardziej staję się uporządkowany. Uporządkowanie to bezboleśnie wymusza trzymanie się w nieistniejącym oficjalnie grafiku, w którym wirtualnie nanoszone są wszystkie obowiązki oraz konieczne dla osobistej higieny psychicznej pasje. Pasje moje, wszystkie, nie są traktowane tylko jako uzupełnienie, czy dopełnienie bieżących aktywności, są także elementem warunkującym moją sprawność w pracy zawodowej. Z tego też prostego powodu, z pasji staram się czerpać garściami, w czym skutecznie wspiera mnie moja Martusia.

Bardzo często wyjeżdżając w krótkie, kilkudniowe podróże, słyszę komentarze: „takiemu to dobrze”, o…znowu wyjeżdżają”, „ten to chyba wcale nie pracuje”. Wszystkie je traktuję, jako swojego rodzaju żart, gdyż nikt z rzucających luźno takie zdania, nie pomyśli nawet, że każdy krótki, nawet dwudniowy wyjazd okupiony jest całymi weekendami w pracy, późnymi, właściwymi trybowi korporacyjnemu, powrotami do domu i sporą dynamiką zawodowego funkcjonowania. Krótkie wyjazdy wiążą się także z całym procesem logistyki i co niestety smutne, nie gwarantują całkowitego odgrodzenia się od rytmu pracy. Po prostu taki styl zawodowego życia. Na rzeczywistość absolutnie się nie obrażam, wręcz przeciwnie. Sadzę, że spora dynamika w aktywnościach zawodowych wymusza poniekąd większą aktywność w pielęgnowaniu pasji. Taka swoista równowaga, stosowanie trzeciej zasady dynamiki w odniesieniu do pewnych kwestii natury socjologiczno-psychologicznej. Niestety nie jest to zasada, w tym wypadku, odnosząca się do długości trwania w poszczególnych stanach: pasji i aktywności zawodowej, ale zdecydowanie charakteryzująca intensywność tych procesów. Tak jak intensywnie pracujesz, tak intensywnie wypoczywaj – uskuteczniając swoje pasje.

Od pewnego czasu staram się, sobie o tym regularnie przypominać, w związku z czym sporą dawkę pracy muszę, od czasu do czasu, równoważyć zaspokajaniem moich osobistych pasji. Taką potrzebę, biorąc pod uwagę dosyć wytężony ostatnio okres pracy, poczułem niedawno i postanowiłem od razu wyjść jej naprzeciw.

Ucieczka do Małopolski (a uciekam tam, choćby na chwilę, bardzo często) zbiegła się w czasie z możliwością zapoznania z kilkoma ciekawymi wystawami, które pozwoliły mi złapać dystans do naszej codziennej rzeczywistości. Niektóre z nich widziałem już nie po raz pierwszy, co nie zmienia faktu, że dostarczyły mi nowych ciekawych doznań.

WP_20151015_11_34_03_Pro
Pan Stanisław, mimetycznie-realny…

Po pierwsze, zakopiańska wystawa w Galerii Kulczyckich na Kozińcu pt. „Anioł i Syn. 30 lat dialogu Stanisława i Stanisława Ignacego Witkiewiczów” zorganizowana jako wydarzenie w ramach „Roku Witkiewiczów”. Wystawa w „przepięknych okolicznościach przyrody”. Okolice Antałówki i Kozińca to jedne z moich ulubionych miejsc w Zakopanem. Już długa droga z centrum miasta do Galerii to poezja. Sama wystawa to wyjątkowe bogactwo dokumentów i fotografii stanowiących dowód duchowej koegzystencji dwóch wyjątkowych dla kultury polskiej artystów. Dla mnie, twórczość plastyczna Witkacego, jego działalność w ramach „Firmy Portretowej” a także wykreowany całokształt lajfstajlowy, to już od wielu lat doskonały temat do prywatnych badań. Cieszę się, że wystawa przygotowana przez Stefana Okołowicza wzbogacona została jego prywatnymi, niesamowitymi wręcz zbiorami, które dokumentują rozwój twórczy Witkacego, jednocześnie podkreślając piętno dorobku jego ojca, które bezwzględnie determinowało wiele jego działań, nie tylko artystycznych. W otoczeniu sztuki Witkiewiczów, zarówno mimetyczno-klimatyczno-spirytualnej, genialnie perfekcyjnej Stanisława , jak i fantasmagoryczno-filozoficzno-koncepcyjnej Stanisława Ignacego czuję się zawsze fantastycznie. Genialne dzieła i wspaniała dokumentacja wykładająca genezę wyboru dróg artystycznych. Trzeba to zobaczyć!

WP_20151015_11_50_51_Pro
…i Staś…

Po drugie Willa „Atma” – Muzeum Karola Szymanowskiego. Będąc w Zakopanem zawsze odwiedzamy to miejsce. Miejsce magiczne, przepełnione twórczym niepokojem i muzyką mistrza Karola z Atmy. Pierwszy raz zaprowadziła mnie tam Marta. Do tej pory jestem jej wdzięczny, gdy za każdym razem przekraczam próg tej „drewnianej chałupy”.

WP_20151015_15_10_15_Pro
Jesienna „Atma”.

Niedawno budynek doczekał się kompleksowego remontu, zaś wystawa poświęcona kompozytorowi zmiany aranżacji. Wraz z remontami zrezygnowano z usług jej wieloletniego kierownika i wybitnego znawcy historii zakopanego, Macieja Pinkwarta. Czy zastane zmiany to zmiany na lepsze? Nie jestem do końca przekonany. Muzealny lifting wyprał nieco atmosferę miejsca, które straciło na wyrazistości i stało się niestety bardziej przyjazne. Duch tego miejsca to duch szaleństwa twórczego, wizyt członków zakopiańskiej bohemy i alkoholowych oparów. To duch genialnych zapisów nutowych i perfekcyjnych ich wykonań. To duch zmieniających się nastrojów mistrza, kodowanych w jego muzyce. To dni z zaprzyjaźnionymi góralami, miejsce constans, punkt odniesienia. Co zostało z tego ducha? Owszem wiele, jednak jego istotna część została przykryta współczesną aranżacją, odświeżonymi ścianami i niestety, koniecznymi współcześnie, multimedami. Nie ma też, niestety, jednego z najbardziej obłędnych zdjęć Witkacego, jakie kiedykolwiek widziałem, nie ma demonicznej fotki małżeństwa Sokołowskich. Zrobiło się bardziej sterylnie. Może to znak czasu. Choroba cywilizacyjna współczesnego muzealnictwa?

WP_20151015_12_31_34_Pro
Władysław Hasior, w swojej Galerii.

Dalej Hasior i jego Muzeum w dawnej leżakowni sanatorium „Warszawianka”. Władysław Hasior. Artysta kompletny, intrygujący i po prostu mądry. Każde zdanie artysty, wypowiedziane w zachowanych na wystawie zapisach audio, to jego własna filozofia życia. To głęboka myśl, stanowiąca podwalinę do tworzenia niewiarygodnych, spektakularnych obrazów i rzeźb, które możemy podziwiać w Galerii jego imienia. Po sezonie jest tutaj prawie bezludnie. Można samemu cieszyć się jego twórczością. Słucham i oglądam, kolejny już raz. Martusia uwielbia tu wracać.

WP_20151103_15_55_16_Pro
Piękne, po prostu – Mucha!

Kontynuacja muzealnego tour prowadzi mnie do Krakowa, do Kamienicy Szołayskich przy placu Szczepańskim. Po wystawie „Zawsze Młoda. Polska sztuka około 1900”, która kilka lat temu zrobiła na mnie ogromne wrażenie, trafiam na wspaniałe zbiory Feliksa Jasieńskiego. Zgromadzone na dwóch piętrach kamienicy i podzielone tematycznie robią wrażenie kolosalne. Wystawę widziałem już dwukrotnie i chętnie zobaczyłbym kolejny raz. Przebogata kolekcja Feliksa „Mangghi” Jasieńskiego to arcydzieła grafiki światowej i wspaniale malarstwo polskie i europejskie. Kogóż tutaj nie ma. Mucha, Munch, Sisley, Goya, Rops. Coś wspaniałego. Ciężko pisać. Nasz Wyczółkowski, Wyspiański. Niech żyje Sztuka! Można zwiedzać godzinami. Ja kolejny raz zachwycam się jednymi z późniejszych prac schorowanego już Wyspiańskiego. „Widoki na Kopiec Kościuszki”, bajeczne pastele, to prace, które od lat przodują w moim osobistym estetycznym rankingu. Wpatruję się , oglądam pod różnymi kątami, koduję. Zachwyt!

WP_20151103_16_12_57_Pro
Manggha w wydaniu Wyczółkowskiego.

Oprócz…wiele miejsc…moje prywatne punkty odniesienia. Remedium na naszą szarą rzeczywistość. Ogromne wsparcie i motywacja do działania.Pora wracać do rytmu korporacyjnego. Do następnego. Hej!

WP_20151103_16_12_36_Pro
Widok na Kopiec Kościuszki! Wspaniały!

Dodaj komentarz