Wracamy

Rzym nas wyczerpał. Od piątku do poniedziałku natłok wrażeń. Spalismy przy samej stacji metra Cipro. Auto zostało na obrzeżach. Do centrum udało nam się dostać całkiem sprawnie. Potem maraton. Zabytkowy szał, Papa Franczesko:-), msza trydencka i odwiedziny u naszej polsko-wloskiej rodzinki (z pokoju mieszkania widok na rzymskie akwedukty). Cudowne wrażenia i fizyczne zmęczenie. Dzisiaj rano diabelny tłok na Termini. Jak oni tutaj żyją? Zwijany się. W drodze Piza, ale nie tryskamy entuzjazmem.Może gdyby chronologia zwiedzania odmienna… Zabytkowy roztwór nasycony. Spimy w Lido di Camaiore. Morze po sezonie to poezja(widać je przez okno hotelowego pokoju:-). Deszcz pada, deszcz pada, deszcz pada. Niech sobie pada. Za chwilę podgląd lądeckiej kamerki. Jak zwykle. Moje miasto…

Dodaj komentarz