Polityka brutalna jest…

Decydując się na działalność publiczną trzeba mieć twardą skórę. Przekonałem się o tym brutalnie, decydując się na udział w polityce samorządowej. Etap I, czyli zainicjowanie działalności w czasie kampanii wyborczej rządzi się własnymi, specyficznymi prawami. Jest lider, jest motywacja, precyzyjna analiza i jasno określony cel – zwycięstwo. Drużyna działa kolektywnie i nawet drobne pęknięcia zauważalne na wyborczym monolicie nie psują klimatu. Część komitetowych drużyn chwilę próby przechodzi bezpośrednio po wyborach – gorycz porażki potrafi skłócić nawet najlepszych przyjaciół, potrafi również, paradoksalnie, zacieśnić więzy i otworzyć nowe perspektywy działalności na gruncie aktywności społeczno-obywatelskiej. Sukces powyborczy, spodziewany, czy niespodziewany potrafi zepsuć. Chcąc, nie chcąc zwycięska ekipa musi dzielić się kompetencjami, obsadzać strategiczne stanowiska, organizować priorytety pracy na najbliższe 4 lata. Rodzą się problemy. Na początku skrywane, zakamuflowane i dementowane, jednak po pewnym czasie stanowiące masę krytyczną. Rozdział władzy wykonawczej od uchwałodawczej ma na celu jasny podział kompetencji, wszyscy członkowie drużyny wiedzą gdzie są wyznaczone granice, jednak już one wyznaczają linię podziału. Jest to z pewnością rzecz nieunikniona, jednak po stronie lidera leży konieczność czuwania nad stabilizacją, studzenie emocji i przede wszystkim dbanie o komunikację interpersonalną. Jeśli nie zauważa takiej potrzeby, w naturalny sposób postępuje społeczna erozja grupy. Lider musi mieć oczy wszędzie. To jego rola. Jeśli nie zauważa problemów, ba widzi je, lecz ignoruje, nie jest dobrym liderem. Wcześniej, czy później musi dojść do eskalacji negatywnych emocji. Niestety pewne procesy bywają nieodwracalne.

Miałem okazję osobiście przekonać się, jak wielka potrafi być różnica w podejściu do partnera w okresie trwania kampanii i w pierwszych miesiącach po zwycięstwie. Szczęśliwie, zaobserwowałem problem wyjątkowo szybko, miałem więc czas, żeby właściwie od razu go zasygnalizować. Reakcja okazała się niestety jednorazowa i doraźna. Tylko tyle. Cóż z porażkami trzeba się godzić, wyciągać wnioski i pracować. Właśnie, pracować – jak? Razem czy osobno? Odpowiedź jest prosta oczywiście, razem. Przecież taki zazwyczaj jest cel dążenia do władzy – wspólna praca „pro publico bono”. Nie ma miejsca na wątpliwości. Niestety, wspólna praca wymaga konsultacji, bezpośredniej informacji na wielu poziomach i umiejętności przyjęcia konstruktywnej krytyki. Bez spełnienia tych warunków, wszyscy poruszają się jak dzieci we mgle. Można wtedy oczywiście znaleźć dla siebie społeczną niszę i w niej realizować się przez najbliższe lata, jednak czy taki był naczelny cel zwycięstwa? Brak lidera który empatycznie wczuje się w klimat panujący w grupie, który będzie odczuwał potrzebę dzielenia się kreślonymi kierunkami rozwoju, w końcu także podejmowanymi działaniami, powoduje trwały rozpad grupy. Uwidaczniają się skrywane animozje, ciche ambicje i drobne interesy. Grupa zanika. W takiej sytuacji można jedynie manifestować problem. Zdecydowane wystąpienie, protest może ocalić sytuację, a chociaż przywołać refleksję. Gorzej, jeśli refleksja nie przychodzi.

W miniony poniedziałek złożyłem rezygnację z funkcji Przewodniczącego Rady Miejskiej Ladka-Zdroju, wczoraj rezygnacja została przyjęta. Okres 3 miesięcy prowadzenia prac Rady, to czas krótki, jednak dający mi ogromną wiedzę polityczną. Cieszę się, że udało mi się nawiązać pozytywne kontakty ze wszystkimi radnymi, to ważny walor. Szkoda, że poległem, jeśli chodzi relację z burmistrzem, ale niestety mamy zupełnie odmienny styl uprawiania polityki. Uważam, że w naszej małej lokalnej rzeczywistości istnieje jedna ważna zasada, która jest gwarantem stabilności i skuteczności współpracy – dyplomacja. Pospolite ruszenia i zrywy mnie nie interesują. Trzeba pamiętać, że rewolucja zawsze pożera własne dzieci. Zawsze! Nie pisałem się, aby być figurantem, fasadowym przewodniczącym podnoszącym na komendę dłoń do głosowania. Otrzymalem mandat, aby godnie reprezentować mieszkańców naszego miasta, zawsze w zgodzie z własnym sumieniem. Nigdy inaczej! Patrząc na swoją decyzję z pewnej już perspektywy, cieszę się, że potrafiłem zareagować i pomimo poczucia osobistej porażki, zachować się godnie. Nie mogę, nawet pośrednio firmować działań, z którymi się głęboko nie zgadzam. Nie mogę firmować takiego sposobu uprawiania polityki. Bez względu na cenę. Czas pokaże czy decyzja była słuszna. Teraz zabieram się do pracy!

Dodaj komentarz