Po wczorajszym, kolejnym dniu wyborczym. Po dniu, co oczywiste, pełnym wrażeń. Po pokonywaniu dosyć pustawych krętych dróg byłego województwa wałbrzyskiego późną wieczorną porą. Po zdecydowanie nowych doświadczeniach i spojrzeniu na pewną sferę życia społecznego od tzw. „kuchni”, …delikatnie wchodzimy w niedzielę. Nie ma chyba nic lepszego niż korzystanie z uroków niedzielnego poranka:-). Jest wszystko czego potrzeba. Pan Richard-Hamelin gra Poloneza-fantazję As-dur, herbata pyszna (szybko znika ze sklepowych półek, chyba trzeba zrobić zapas), w necie ciekawe lektury, no i jest mróz…Towarzystwo oczywiście jak zawsze znakomite, chociaż chyba jeszcze przysnęło znowu;-) Ostatnio łapię się na tym, że tak naprawdę szczęśliwy jestem w niedzielne poranki. Co ciekawe, zupełnie bez powodu…, a może właściwie to te powody są ogromne, chociaż niepozorne, drobne…Nie wnikam. Szczęście to szczęście. Chyba muszę baczniej obserwować niedzielne poranki. Gdy człowiek jest nieuważny, rozproszony, to wiele przecieka przez palce. Ja w końcu poznałem niedzielne poranki. …a może po prostu sobie o nich przypomniałem?
P.S.
Nokturn Op. 62 nr 1 jest równie piękny, jak fantazja. Nokturn leci, a to przecież poranek;-)

