Na naszych oczach dzieje się historia. Na przestrzeni tylko ostatnich kilku tygodni, mieliśmy do czynienia ze znaczącymi wydarzeniami, które zmieniają historią Starego Kontynentu, a tym samym bezpośrednio wpływają na pozycję naszego kraju. Po pierwsze Brexit – wydarzenie bez precedensu, które na łamach prasy i w mediach zostało przeanalizowane na wszystkie możliwe sposoby. Wyczerpujące temat dyskusje i prognozy nie zmieniają faktu, że tak naprawdę nikt jeszcze nie wie, jak w nowej rzeczywistości odnajdzie się Wielka Brytania i jakie skutki przyniesie to zarówno dla wyspiarzy, jak i Unii Europejskiej. Idąc dalej, również dla poszczególnych państw europejskich, w tym Polski. Jedno jest pewne, zmiany nadejdą i przemodelują europejską scenę polityczną. Aktualnie wszyscy jesteśmy świadkami zmiany sposobu myślenia o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Wprawdzie głosy polityków z naszego podwórka, jak i podwórka europejskiego, są w większości dyplomatycznie wyważone i utrzymane w spokojnym tonie, ale w tle słychać już narrację mniej poprawną politycznie, która oddaje nastroje wielu grup społecznych w poszczególnych krajach. Zwolennicy tejże narracji wskazują na bezpośrednie źródła zagrożenia i wychodzą z założenia, iż jedynie metody uznawane za radykalne, mogą stanowić skuteczne narzędzia ochrony przed nadciągającymi kataklizmami. Zagrożeniem, które w znacznym stopniu przyspieszyć może rozpad Unii Europejskiej, nie jest wcale Brexit, który należy traktować jedynie jako skutek, ale przede wszystkim kryzys imigracyjny i idący za nim zagrożenie terrorystyczne. Narracja zwolenników działań zdecydowanych, w dużym stopniu bazuje na silnych emocjach, wynikających z poczucia zagrożenia obywateli i przepowiada silną izolację poszczególnych państw, konflikty kulturowe wewnątrz społeczności, zwłaszcza tych wielokulturowych. Zawirowania, według nich, w konsekwencji doprowadzić mają do likwidacji strefy Schengen oraz powolnej erozji Unii Europejskiej. Głosicielom takiego scenariusza trudno odmówić racjonalności. Wszyscy obserwujemy silną polaryzację poglądów wewnątrz społeczeństw, coraz częściej też słyszymy o potrzebie zamykania się i izolacji, jako jedynym skutecznym mechanizmie obronnym, chroniącym przed zagrożeniami płynącymi z zewnątrz. W dużej mierze silnym paliwem dla tego rodzaju postaw jest absolutna indolencja władz Unii Europejskiej, której efektem jest dotychczasowa porażka dot. regulacji napływu uchodźców, czy raczej imigrantów ekonomicznych. Poprawność polityczna, choć do pewnego momentu zrozumiała, stała się jednym z elementów, który bezpośrednio wpłynął na wzmocnienie postaw, prowadzących chociażby do Brexitu, czy wzrostu popularności idei uznawanych za radykalne. Wszystkie grzechy zaniechania skatalizowały tylko proces publicznego głoszenia postaw, które w dotychczasowej historii Unii Europejskiej zyskiwały poparcie tylko marginalne. Pojęcie radykalizmu staje się w ostatnich czasach bardzo względne i w wielu przypadkach, przez cenionych publicystów, radykalizm, w kontekście obserwowanych procesów, zaczyna być synonimem postawy racjonalnej. Czy słusznie? Myślę, że już w niedalekiej przyszłości, czas pokaże. Z całą pewnością coś jest na rzeczy, gdyż w wielu państwach Europy do głosu zaczynają dochodzić przedstawiciele środowisk politycznych, którzy uważają, że aktualnie kryzys można rozwiązać sięgając po środki zdecydowane, nie bacząc na fakt, że przez część opinii publicznej zostaną one uznane za radykalne.
Wszyscy wiemy, iż elementem wzmacniającym zawirowania na naszym kontynencie, jest potężny kryzys imigracyjny, a wraz z nim jeszcze większe niż dotychczas zagrożenie terrorystyczne. W efekcie ofensywy radykalnego islamu obserwujemy dramatyczne wydarzenia, z którymi mamy do czynienia w wielu krajach UE. Kilka dni temu w Nicei doszło do tragicznego w skutkach ataku, który już doprowadził do śmierci kilkudziesięciu osób – ludności cywilnej świętującej w miejscu publicznym. Terrorysta sięgnął po mniej konwencjonalną, jednocześnie prostą, ale okrutnie skuteczną metodę, wjeżdżając ciężarówką w tłum bezbronnych ludzi. Dramat dzieje się na naszych oczach, a niestety z pewnością nie jest to ostatnie z okrucieństw, które spotykają ludność europejską. Członkowie tzw. Państwa Islamskiego, w ramach działań hybrydowych posunąć się mogą do wielu okrutnych zbrodni. Zbrodni, którym niestety często nie sposób zapobiec. Utinam falsus vates sim. Cóż, chłodny osąd sytuacji podpowiada, że głęboka infiltracja środowisk muzułmańskich terrorystów wewnątrz poszczególnych społeczności narodów europejskich jest już tak dalece posunięta, że kolejne dramaty będą tylko kwestią czasu. Prognoza przerażająca, ale niestety bardziej niż prawdopodobna.
W tle wydarzeń, które zachodzą w Unii Europejskiej, mamy ogromy kocioł syryjski, w którym „mieszają” znani wielcy gracze sceny międzynarodowej, czyli USA i Rosja. Konflikt syryjski stał się swojego rodzaju poligonem, na którym rywalizacja o prymat poszczególnych mocarstw skutkuje śmiercią ludności cywilnej. Po Iraku i Afganistanie, Syria dołączy do terytoriów, na których próby demokratyzacji doprowadziły do wieloletnich konfliktów zbrojnych z podtekstem religijno-ideologicznym. Ścierają się tam interesy poszczególnych głównych graczy. Zawsze tych samych. Efekty „przeciągania liny” są zatrważające, zwłaszcza dla obywateli tychże państw. Potencjalnie bardzo odległe dla zwykłego obywatela konflikty, o skomplikowanej dla wielu genezie są czynnikiem, który stanowi zarzewie wydarzeń obserwowanych w Unii Europejskiej. Niestety.
Na koniec trzeba wspomnieć o próbie puczu wojskowego w Turcji. Kraju, którego siły zbrojne stanowią o mocy Paktu Północnoatlantyckiego. Nieudany przewrót wojskowy daje mocno do myślenia. Wszystko wskazuje na to, że bunt części wojskowych armii Prezydenta Erdoğana, tylko wzmocni jego pozycję, co prowadzić może do osiągnięcia jego dyktatorskich ambicji. Pamiętać należy, że głowa państwa tureckiego legitymuje się ogromnym demokratycznym mandatem. Taka specyfika. Już teraz słychać liczne głosy, że działania wymierzone przeciwko Erdoğanowi, mogły być inspirowane celowo przez jego własne środowisko. Oczywiście pod pełną kontrolą. Z całą zaś pewnością wydarzenia sprzed kilkudziesięciu godzin wzmocnią jego już i tak bardzo mocną pozycję. W kontekście działań syryjskich, kryzysu imigracyjnego, a także potencjalnych dalszych pęknięciom w Unii, wydarzenia tureckie należy śledzić z wyjątkowym zaciekawieniem. Turcja stanowi przecież ważny element współczesnej politycznej układanki i bezpośrednio wpływa na klimat wewnątrz Unii.
W krótkim czasie, na przestrzeni niespełna miesiąca mieliśmy do czynienia z historycznymi wydarzeniami, które na długi czas zaabsorbują unijnych analityków i polityków. Geopolityczny kocioł chyba dopiero został tylko podgrzany. Do temperatury wrzenia brakuje jeszcze sporo. Ciekawe czy w kontekście tych dramatów, nadal dla unijnej wierchuszki najważniejszy będzie spór o Trybunał Konstytucyjny w Polsce? Biorąc pod uwagę skalę narastających w Europie problemów, dotychczasowa wielka uwaga poświęcona wydumanemu problemowi z Polską wydaje się być ponurym żartem.