Zdecydowanie lubię obcować ze sztuką. W mojej pracy zawodowej, pomimo specyficznej branży filumenistycznej jaką „kolonizuję”, miałem już wiele okazji, ażeby nawiązywać bezpośrednie kontakty z artystami z „górnej półki”. Przez ostatnich kilka lat, pracując w bystrzyckim Muzeum, „woziłem się” z Tarasinem, Beksińskim, Dudą-Graczem, Nowosielskim, Geppertem, czy chociażby z Dwurnikiem. Kilka dni temu przyszło mi stanąć oko w oko z mistrzem Leonem Wyczółkowskim. Moje osobiste kontakty z tymże artystą ograniczały się wcześniej, przede wszystkim do percepcji indywidualnej w muzeach krakowskich, bądź warszawskich. Możliwość bezpośredniego „dialogu” w naszych narodowych instytucjach z pracami mistrza Leona dawała mi wprawdzie ogrom satysfakcji, jednak nie gwarantowała całkowitego spełnienia. Kilka dni temu, w znacznej części, udało mi się je osiągnąć.
„Konfrontacja sztuk malarskich” to moje wernisażowe dziecko, które kilka lat temu wymyśliłem, nie mając pieniędzy na organizację hucznej Nocy w Muzeum. W ciężkim finansowo dla las roku 2012 zastanawiałem się, jak zachęcić mieszkańców ziemi kłodzkiej, aby odwiedzili nasza instytucję i zobaczyli coś więcej, niż tylko wystawy stałe i czasowe. Organizacja imprezy stanowiła dla nas nie lada kłopot, ponieważ w poprzednich latach, w trakcie Nocy udawało nam się, dzięki bardziej zasobnemu portfelowi, organizować szumne imprezy plenerowe. Rok 2012 postawił nas, bystrzyckich muzealników, pod ścianą. Cóż lepszego można sobie wymarzyć w przestrzeni muzealnej, niż solidny, ciekawy wernisaż? Zgodnie stwierdziliśmy, że warto byłoby na wzór konfrontacji sztuk walki – KSW (których jestem ogromnym fanem) przygotować konfrontację sztuk malarskich dla dwóch malarskich zawodników. Udało się. Podczas pierwszej z walk zestawiliśmy ze sobą Stasysa Eidrigeviciusa ze Zdzisławem Beksińskim. Zwycięzca nie został wyłoniony. W kolejnych latach postanowiliśmy dorzucić kategorie wagowe (tematyczne;-). Były więc portrety, weduty, czy w końcu kwiaty. Konfrontacja stała się nasza muzealną tradycją.
Kilka dni temu, podczas 5. edycji naszej muzealnej zabawy „zwarli się” ze sobą Leon Wyczółkowski i Edgar Degas. Typy podobne wagowo, ale jednak technicznie „sprawne lekko inaczej”. W opinii naszych gości, z potyczki zwycięsko wyszedł mistrz Leon. Pastel Wyczółkowskiego prezentujący „Białe róże”, to praca ze zbiorów prywatnych, która nigdy, według naszej wiedzy, nie była prezentowana na żadnej z wystaw muzealnych. Mieliśmy w Bystrzycy wyjątkowe szczęście móc zaprezentować ją naszym gościom, którzy odwiedzili Muzeum podczas 8. edycji Nocy. Co ważne, prezentacją pracy zainaugurowaliśmy obchody 80. rocznicy śmierci Leona Wyczółkowskiego. Nie zamierzamy się zatrzymywać. Jesienią zaproponujemy prelekcje dot. działalności mistrza, a także przygotujemy wystawę monograficzną poświęconą grafikom artysty. Kulminacyjny wernisaż „huknie” pod koniec roku – 2 grudnia. Zapewniam, że będzie co oglądać. Fantastycznie, że już mamy zapewnione wsparcie zarówno władz, jak i mediów. Nie co dzień zdarza się prezentować zbiory prywatne, które przeleżały w domowym zaciszu przez dziesiątki lat. Cieszę się, że to ja zostałem tym szczęściarzem, który, nie tylko podczas wizyt muzealnych, ale także w kontakcie bliskim i bezpośrednim, będzie mógł obcować ze sztuką pisaną przez duże „S”. Na kontakt czekam z niecierpliwością.
P.S.
W minioną sobotę, na godziny przed wernisażem mogłem kontemplować genialne krechy stawiane dłonią wybitnego polskiego artysty. Momenty zostały uchwycone, zakodowane i nikt już nigdy mi ich nie odbierze. I’m a lucky man;-)
P.S.2
Dziękuję Zbyszkowi Kaczmarkowi, który jest wspaniałym pośrednikiem i znawcą Leona i Asi Żabskiej – nowej red. nacz.tygodnika Euroregio Glacensis, która od razu zabrała się za promocję:-)
.