Nowy Rok jak szkatułka

Każdy z nas musi mieć w życiu coś, co lubi. To oczywiste. Ja również mam mnóstwo rzeczy, zazwyczaj błahych i  niewielkich, czasami istotnych i pisanych z dużych liter, które mnie budują i dają wiele radości. Wszystkie te rzeczy można porównać do przedmiotów wydobywanych w dzieciństwie z odnalezionej przypadkiem na strychu szkatułki, pudełka, czy nawet starej skrzyni. Któż z nas nie odkrywał drobiazgów, gratów, rupieci, któż nie cieszył się możliwością wyszukiwania wspaniałości wśród zwykłych przedmiotów? Któż wśród przeróżnych turpizmów nie odnajdywał walorów? Ja szczęśliwie miałem i wciąż mam tego wiele. Szukam nadal, grzebię, przebieram i na nowo odkrywam to, co już znane. Niekiedy wydobywam coś, czego nie udawało mi się dotychczas dostrzec. Nowy Rok rozpocząłem od szperania. W szkatułce pod roboczą nazwą „wyjazdowy Kraków” znalazłem wiele ciekawych rzeczy, które dały mi ogrom radości, a że radością trzeba się dzielić, więc piszę:-)

WP_20160107_13_56_51_Pro
Modna?

Pierwszym z wydobytych przedmiotów jest wystawa mody z okresu PRL prezentowana w krakowskim Muzeum Narodowym. Przeglądamy, przechadzamy się z Martusią i wspominamy. Co nam się podoba, czego byśmy nigdy nie ubrali. Nieistotne. Jest wspomnienie, jest obiekt, jest więc pretekst. Doskonały. Przy okazji chwilowa wizyta na II piętrze MNK, gdzie jak złodziej zabieram ukradkiem emocje kodowane farbą przez W. Weissa, zaklęte w kartonach Wyspiańskiego, czy w minach Witkaca. Staję jak zawsze frontem zwrócony do Maków. Tyle tu niepokoju, tyle adrenaliny, tyle niewinności podszytej ogromnym strachem, wyrażanej krzykiem. Takie poczucie świeżej świadomości, zapowiedź…

WP_20160107_14_16_19_Pro
W. Weiss, Maki (fragment)

Kolejny przedmiot to spektakl Płatonow w reżyserii wziętego Rosjanina Konstantina Bogomołowa, tym razem w Starym. Scena owiana legendą, ostatnio spowita lekkim welonem kontrowersji. Średnio mnie to obchodzi, oglądam. Co tu powiedzieć. Przedmiot ze szkatuły lekko przybrudzony, wprawdzie gdzieniegdzie atrakcyjny, jednak nie na tyle, żeby zabrać go ze sobą. Genialna gra aktorska, wszystkich, bez wyjątku. Niestety to nie wystarcza. Pomysł reżysera na ingerencję w strukturę literackiego zamysłu Czechowa nieco chybiony. Tu przekombinowane, tutaj niedorobione. Pytam się po co? Niemniej… dla aktorskiego kunsztu, naprawdę warto.

W szczelinie między większymi klamotami, małe kino Agrafka, taka maleńka krakowska perełka. Wziąłbym ze strychu i schował w kieszeni. Wynoszę po cichu. Małe a cenne.

Kolejna rzecz wielka, to sportowe emocje na lodowisku krakowskich hokeistów. Spotkanie przegrane, ale zaliczone do udanych. Mamy fun!

WP_20151103_14_09_52_Pro
Camelot, właściwie na rogu śś. Tomasza i Jana (fotka jeszcze z końca 2015)

Nie jest tajemnicą, że te same miejsca to czynniki, które są dla mnie ciągłym, powracającym cyklicznie celem. Celem constans, stabilnie osiąganym z podobną częstotliwością. Mamy więc: siedzenie w Zajezdni, zalegiwanie w parterowej części Camelot, ormiańską siestę na Lipowej z cudownym smakiem kolendry, rzemieślnicze szklanice przy Stolarskiej, długie krakowskie dukty wypełnione naszymi wielkimi krokami, miejsca sakralne, przesycone łaciną, dziesiątki kilometrów przemierzone w kilka dni i wagony pociągów, stanowiące epilogi i prologi. Z nami wracają nowe książki i płyty. Będą nam przypominać o miejscach.

 

Druga szkatuła to „box lądecki”. W końcu roku nie miałem ochoty w nim grzebać. Za dużo emocji, za dużo doświadczeń. Zeszłoroczne grzebanie zmęczyło mnie mocno, ale także niewiarygodnie wzmocniło. Teraz już wiem. Myślę, że po grudniowej „masie krytycznej” może być już tylko lepiej. Z nowym rokiem wracam na stare/nowe stanowisko w Radzie, rozpoczynam nowy rozdział współpracy z Burmistrzem, na innych zmienionych zasadach. Zmieniły je doświadczenia. Wygląda to wszystko optymistycznie. Nowy Rok, nowy budżet, może nowy start?

WP_20151223_15_05_10_Pro
Lądek-Zdrój, ul. Kościelna oświetlona od podwórza 🙂

Jesteśmy dorośli, pomimo trudnych doświadczeń, w nowej sytuacji, musimy produktywnie współpracować. Na razie widzę chęci skupienia się na przyszłości. Gruba krecha i do przodu. Po pierwszych rozmowach z głową gminy padają deklaracje o ścisłej współpracy. Cieszy mnie to i mam nadzieję, że deklaracje obrócą się w czyny. Ja chęć wspierania zdroworozsądkowych działań obiecałem publicznie. Myślę, że będzie dobrze. W tle mamy echa referendum. Na razie pełzającego gdzieś po cichu, po lądeckich uliczkach. Na razie chyba jeszcze bez oficjalnych stanowisk, bez konkretów, na razie fama est. Zobaczymy, jak to się rozwinie. Stroną nie jestem w tych wydarzeniach, więc tradycyjnie powodowany socjologicznym zaciekawieniem, przyglądam się. Póki co, na horyzoncie nie widać jeszcze „jeźdźców referendalnych” . Poczekamy, zobaczymy. Skupiam się na swoim rajcowskim podwórku, skupiam się na skutecznym kontakcie z władzą wykonawczą. Patrzę w przyszłość pozytywnie i działam.

Lądecką szkatułę zamykam.

Ostatnia na dzisiaj szkatuła. Muzyczna. Dużo dżezującego Komedy. The Doors. Hejnały. Na dnie przykra niespodzianka. Jakoś nie mogę ogarnąć… pozorne odejście Pana Davida…

„…This is ground control to major Tom
You’ve really made the grade!
And the papers want to know whose shirts you wear.
Now it’s time to leave the capsule if you dare…”

Parafrazując najnowszego Świetlickiego z tomu pt. Delta Dietla myślę, że… Oni też …dla jego bolesnej męki, wytrzymują te mantry…Panie Bowie…R.I.P.

Non omnis moriar.

P.S.

Na koniec optymistycznie. Na lądeckiej stronie pojawiła się nowa kamera. Na moje dzieciństwo. Wizja świetna:-)

Dodaj komentarz