Impas w Radzie Miejskiej – moje nocne refleksje

Rzadko dokonuję wpisów analizujących przebieg sesji Rady Miejskiej. Zazwyczaj staram się odnosić do konkretnych problemów, które w danym momencie są dla mnie absorbujące, jednak wczorajszy przebieg sesji trzeba uznać za wyjątkowy pod wieloma względami. Możliwość prześledzenia w ciągu zaledwie kilku godzin czynników rodzących antagonizmy, zwłaszcza prowokowanych także przez przypadki (ja w przypadki nie wierzę) to sytuacja wyjątkowa.

Zawsze twierdziłem, że warunkiem sprawnego, bezkonfliktowego i maksymalnie efektywnego zarządzania dużym przedsiębiorstwem jest systematycznie prowadzona polityka informacyjna. Polityka taka winna być prowadzona na wielu płaszczyznach z niezwykłą starannością. Wpuszczenie informacji w krwiobieg przedsiębiorstwa (w naszym przypadku lokalnego samorządu) ma za zadanie docierać do jak najszerszej grupy przedstawicieli wszystkich pionów, a także do ciał działających niejako w koegzystencji z daną jednostką lub warunkujących jej działanie. Braki w komunikacji zazwyczaj skutkują różnego rodzaju szumami, które mogą prowadzić do nieporozumień, mogą opóźniać działania lub nawet doprowadzić do zmiany polityki proponowanej przez osoby zarządzające. Zarządzanie informacjami musi wiązać się również z inteligencją, a co istotne w dużych zbiorowościach ludzkich, także z inteligencją emocjonalną albo po prostu z empatią. O ile można nauczyć się mechanizmów tworzenia informacji i jej kolportażu o wiele większym problemem jest uczenie się inteligencji emocjonalnej, czy empatii. W wielu przypadkach, co widzę w pracy moich kolegów zajmujących się tzw. coachingiem, jest to dramatycznie trudne lub niemożliwe.

Aby sprawnie reagować na różnego rodzaju problemy, które w samorządzie są sytuacją oczywistą, (skomplikowana struktura organizacyjna+ciała o różnych kompetencjach+czynnik ludzki) należy wyjątkowo mocno wsłuchiwać się w nastroje panujące na poszczególnych pionach struktury (lub struktur), reagować w odpowiednich momentach, moderować procesem komunikacji, a w sytuacjach napięć, które często stawiają pod ścianą, umieć wypracować kompromis, który zadowoli obie strony. Trzeba po prostu mediować, czasami schodzić z linii ciosu, w jeszcze innych sytuacjach, pod ciężarem argumentów, umieć przyznać się do błędów, albo po prostu zmienić front, słuchając argumentów drugiej strony. Znajomość tych mechanizmów pozwala sprawniej prowadzić politykę zarządzania i realizować ją w komfortowych warunkach.

Wczorajsza sesja Rady Miejskiej w Lądku to dla mnie zjawisko kuriozalne, którego efektem stał się klasyczny impas, szachowy pat. W moim wpisie chciałbym odnieść się jedynie do kilku problemów analizowanych na sesji, które spowodowały powstanie tej dziwacznej sytuacji, będącej zaskoczeniem dla wszystkich radnych.

Na wczorajszej sesji procedowaliśmy szereg zmian w budżecie na rok 2015. Wprowadzanie zmian w trakcie roku budżetowego jest praktyką oczywistą. W wielu gminach uprawiane jest właściwie każdego miesiąca, aby móc delikatnie moderować budżet, urealniać go, by w dalszej części roku móc sprawnie wprowadzać go w życie. Moje pierwsze spostrzeżenie to forma w jakiej podane zostają korekty budżetowe – otrzymujemy je w pakiecie. O ile w przypadku zmian oczywistych i obiektywnych jest to sytuacja do przyjęcia, o tyle w przypadku zmian mnogich i kontrowersyjnych, podanie ich w takiej formie stwarza ryzyko podważania ich zasadności, niestety w całości. Rozumiem, że przygotowując pełen pakiet zmian i serwując je radnym Burmistrz musi mieć wewnętrzne przekonanie, ba na wet pewność, iż wszystkie one zostaną przyjęte bezrefleksyjnie. Dla mnie jest to sytuacja nie do przyjęcia. Oczywiście pod wieloma koniecznymi zmianami podpisuję się obiema rękoma, jednak nie miałem sposobności ich poparcia, gdyż obwarowano je korektami budżetowymi dla mnie absolutnie nie do przyjęcia. Konkretnie w przypadku wczorajszego procedowania, chodzi mi o rezygnację z wprowadzenia w życie zaplanowanych już w grudniu 2014 roku inwestycji, które miały być realizowane na przestrzeni roku bieżącego. Uzasadnienie rezygnacji z inwestycji brakiem pozyskanych środków jest dla mnie niewystarczające. Zawsze zaplanowaną wcześniej pulę inwestycyjną można uzupełnić dochodami gminy, które skutecznie załatałyby wszelkie budżetowe dziury. Właśnie, realizacja dochodów majątkowych jedynie na poziomie kilkunastu procent w połowie roku to zgroza. Budżet to system naczyń połączonych, gdzie każde przesunięcie w finansowej strukturze musi z czegoś wynikać. Rezygnacja z inwestycji już w miesiącu sierpniu to pójście po najmniejszej linii oporu. A co, jeśli we wrześniu rozwiąże się wór z pieniędzmi, lawinowo ruszy sprzedaż nieruchomości i nagle okaże się, że istnieje możliwość realizacji przynajmniej jednej z usuniętych inwestycji. Wczoraj radni RM Lądka-Zdroju przy sprzeciwie klubu „Porozumienie”, którego jestem członkiem, zdecydowali się usunąć z budżetu remonty kamienic, remonty ulic, które dla nas mieszkańców są tak istotne. Zrezygnowano z inwestycji, które tworzą wizerunek naszego turystycznego miasta. Nie jestem demagogiem. Wiem, że gmina boryka się z wieloma problemami i ograniczeniami, jednak rezygnacja z inwestycji już w sierpniu to całkowita kapitulacja. Niestety moja racja znalazła się w mniejszości.

Co ciekawe podczas głosowania nad Wieloletnią Prognozą Finansową, której zmiana jest naturalną konsekwencją zmian w budżecie, nie uzyskano poparcia większości. Powstał prawny impas, który teraz trzeba będzie rozwiązać. Ja osobiście, zarówno na spotkaniach komisji merytorycznych, jak i na sesji Rady konsekwentnie protestowałem przeciwko przyjęciu zmian w budżecie i Wieloletniej Prognozie Finansowej, jednak sytuacja z różnorakim głosowaniem podczas procedowania tych dwóch projektów zdecydowanie mnie zaskoczyła. Okazało się, że Burmistrz, zgłaszając zmiany budżetowe w ogromnym pakiecie nie miał jednak pewności, że uzyska większość. Wczorajsze głosowania zaserwowały władzom gminy szachowy pat, z którego należy znaleźć wyjście. Wyjście oczywiście istnieje zawsze, jednak gdyby na komisji wsłuchano się w głos radnych, można było takiej niekomfortowej sytuacji uniknąć. Wystarczyło pochylić się nad propozycją zmian w budżecie i dokonać konsultacji z radnymi. Delikatna moderacja proponowanych zmian, rezygnacja z kilku punktów dałaby efekt jednogłośnego poparcia. Stało się inaczej i grupa radnych z odmiennym punktem widzenia została zignorowana. Stad opisany efekt. Jak przypuszczam z zaistniałego impasu można było wyjść już nawet podczas wczorajszej sesji, nikt jednak nie podjął próby rozmowy z radnymi, a przynajmniej z częścią radnych. Znowu zawiodła komunikacja, znów brakło wsłuchania się w głos grupy radnych, zabrakło empatii.

Zamiast tego otrzymaliśmy popisowy koncert wytykania błędów w proobywatelskich projektach uchwał zgłoszonych przez nasz klub. Uchwała o budżecie obywatelskim została skrytykowana ze względu na niedociągnięcia prawne w załączniku do niej i uznana za niedopracowaną pod względem prawnym. Jako klub nie mogliśmy nawet ustosunkować się do uchybień, gdyż dowiedzieliśmy się o nich dopiero na sesji. Informacja dotarła do nas odrobinę za późno. Zamiast uzyskać opinię prawną wcześniej, tak aby już na komisji merytorycznej móc dopracować projekt i poprawić sugerowane błędy, otrzymaliśmy dawkę politycznego przeciągania liny. Sytuacja miała pokazać nam nasze miejsce w szeregu, miała stać się batem na nasze inicjatywy uchwałodawcze. Klasyka w stylu „pokażmy, kto tu rządzi”. Efekt całej sytuacji może być taki, że nie wprowadzimy budżetu obywatelskiego. Mityczny projekt Burmistrza dot. budżetu obywatelskiego, który podobno spoczywa w szufladzie nie został bowiem zgłoszony. Szkoda, może zostałby opatrzony poprawkami prawnymi na czas i mieszkańcy mogliby się cieszyć z możliwości partycypacji w podejmowaniu decyzji o niewielkich inwestycjach. Żałuję, że nasz projekt nie dostał szansy na wprowadzenie tych poprawek na komisji ds. gospodarczych. Ucierpią na tym przede wszystkim mieszkańcy. Niestety. Cień nadziei pojawił się podczas głosowania, ponieważ pomimo zgłoszonych przez pion prawny uchybień, projekt uzyskał akceptację (większością jednego głosu). Teraz wypada poczekać na decyzję biura prawnego Wojewody.

W sprawach różnych Burmistrz, mówiąc o problemach gminy kilkukrotnie zaapelował do radnych o rozwagę. Apel wydaje mi się co najmniej nie na miejscu, sugeruje bowiem brak rozwagi w dotychczas podejmowanych przez nas decyzjach. Gwarantuję, że wszystkie moje decyzje dyktowane są tylko i wyłącznie zdrowym rozsądkiem!

Impas trwa, więc może ktoś w końcu zacznie traktować nas profesjonalnie. Naprawdę mamy gminie wiele do zaoferowania. Warto rozmawiać.

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Sylwia Mielczarek's awatar Sylwia Mielczarek pisze:

    Dobrze się to czyta Panie Tomaszu, gratuluję pióra. Szkoda tylko, że treść nie napawa optymizmem. Pozdrawiam. Sylwia Mielczarek

    Polubienie

Dodaj komentarz