Bozhanov-szalony czarodziej

Evgeni Bozhanov w 2010 roku czarował warszawską publiczność podczas Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Rewelacyjnie wypadł we wszystkich, łącznie z finałowym, etapach konkursu, jednak zajął jedynie IV (de facto V) miejsce. Wszystkie wyniki ostatniego Konkursu Chopinowskiego uznałem za wielce niesprawiedliwe. Zwycięstwo słabiutkiej Julianny Avdeevy to według mnie dramatyczna pomyłka. Podobnie wysokie miejsce Lukasa Geniusasa. Gdybym miał wpływ na kolejność laureatów zdecydowanie doceniłbym Daniila Trifonova i właśnie ekscentrycznego Bozhanova. Bozhanov w komentarzach specjalistów uchodził za pianistę tyleż utalentowanego, co kontrowersyjnego. Atmosferę lekkiego skandalu wokół osoby młodego Bułgara podgrzała jego nieobecność na koncercie laureatów. Trudno powiedzieć, czy pianista się obraził, czy też miał inne ważne powody, na skutek których nie zaprezentował się w koncercie galowym; faktem jest, że jego zachowanie komentowano w kuluarach dosyć emocjonalnie.

Od pamiętnego konkursu minęło już prawie 5 lat. Przez cały ten czas polowałem na jego koncert, ale niestety bezskutecznie. Do konfrontacji moich audiofilskich oczekiwań z twórczymi możliwościami pianisty doszło dopiero wczoraj, podczas 70. Festiwalu Chopinowskiego w Dusznikach-Zdroju.

Do pierwszej części koncertu, w której Bozhanov miał zagrać Barcarolle i Sonatę h-moll podchodziłem z lekkim niepokojem. Oba utwory znam praktycznie na pamięć, gdyż należą do jednych z moich ulubionych dzieł Chopina. Znając zapędy pianisty do nadinterpretacji własnych zapisu nutowego bałem się, że już po paru dźwiękach mogę zostać zaskoczony in minus. Nic takiego się nie wydarzyło. Owszem wszystkie opinie o kontrowersyjności Bułgara należy uznać za zasadne. Oba utwory zagrał dziwnie, inaczej, wkładając w nie ogromny ładunek emocji własnych i interpretując je bardzo oryginalnie. Muszę przyznać, że już dawno nie miałem okazji słuchać jakiegokolwiek pianisty z takim zaciekawieniem. Owszem, odwiedzam wiele filharmonii i muzyka Chopina towarzyszy mi praktycznie cały czas, jednak koncerty moich ulubionych wykonawców twórczości mistrza Chopina są dla mnie najczęściej przewidywalne – dają gwarancję sztuki przez duże „S”. Dotychczasowe przygody z „nowymi” na mojej liście koncertowej pianistami kończyły się dramatem. Tak było chociażby z Leonorą Armellini, Nikolayem Khozyainovem, Alberto Nose czy chociażby Philippe Giusiano. Po traumatycznych doświadczeniach nie mialem ochoty dawać choćby cienia szansy nowym, „niesprawdzonym” artystom. Po wczorajszym koncercie wiem, że warto ryzykować.

Bozhanov gra Chopina z pasją, wyczuciem i ogromną energią. Wciąga słuchacza w swoją muzyczną narrację. Absorbuje bezwarunkowo. Zarówno Barcarolle jak i Sonata zostały zinterpretowane w bardzo oryginalny sposób, który mnie zdecydowanie zachwycił. Podobnie było z granym po przerwie Lisztem. Krótko mówiąc wspaniale. Muszę zaznaczyć, że wydźwięk tej muzycznej uczty nie byłby taki sam, gdyby nie intrygująca osobowość artysty. Spokój pomieszany z szaleńczym zaangażowaniem w ten chwilowy proces twórczy, energia i melancholijne wyciszenie, przedziwne zmiany rytmów, kombinacje z taktem, łamanie zasad na ułamki sekund – zderzenie wielu przeciwności. Stad pewnie bierze się fenomen, wciąż jednak za mało docenianego przez krytyków tematu artysty, jakim jest Evgeni Bozhanov. Mnie swoim koncertem z pewnością kupił. Już czekam na kolejne wydarzenia muzyczne z jego udziałem. Do zobaczenia Panie Bozhanov. Czapki z głów!

Próbka twórczości sprzed 5 lat tutaj:-))))

Dodaj komentarz