Nocny Ashkenazy

Urlop sprzyja nocnym odsłuchom. Wtedy wszędzie cicho. Jest chwila dla klasyki. Zasłużonej. Zwłaszcza, że w końcu jest możliwość delektowania się – w cywilizowanych (już nawet nie względnie) warunkach, Chopinowskimi Mazurkami w wykonaniu Vladimira Ashkenazy’ego. O tym wyjątkowym Artyście (precyzyjniej, kolejnym Jego muzycznym wcieleniu) miałem pisać już na początku urlopu, ale ze względu na „armagedon” nie było warunków. Chciałem „śpiewać” o Jego dyrygenckim szaleństwie z Esther, albo właściwie o Jej szaleńczym, wiolinistycznym kosmosie (ten matowy „Stradiwariat”) z Mentorem, w towarzystwie orkiestry… Przyjdzie na to pora. Po dwóch przesłuchaniach trudno znaleźć słowa, odpowiednie do wyrażenia zachwytu. Poczekam. Teraz odświeżam Mazurki, w tym wyjątkowym miejscu, właśnie w wykonaniu Mistrza Vladimira. Najlepsze interpretacje Mazurków, jeśli rozpatrywać je w kategorii cyklu CD, czyli po prostu płytowego nagrania. Nie rozbieram ich na czynniki pierwsze. Po prostu słucham. To wydaje się niemożliwe, ale Ashkenazy prześcignął nawet Rubinsteina. Te atmosferyczne, klimatyczne wręcz detale. Proste dekoracje. Tak bardzo oczywiste ozdobniki. W naturalny sposób szczere. Polskie! Przecież wyrosłe z  romantyzmu, a jakże dziwnie z wczesnego renesansu;-). Jakby pianista, przed czytaniem Mickiewicza i Słowackiego, siedział i godzinami wpatrywał się w architekturę Florencji. Wieszanie dźwięków, rubato, szczere opowiadanie a do tego  taneczne, polskie historie. Tak patriotyczne!

Wiele jest u Kennera, Olejniczaka, młodego Książka, ale tutaj objawia się niewiarygodna, trudna do poznania, nawet dla Słowianina – polska dusza. Taka nasza, doskonale wyrażona w dźwiękach, taka rodzajowa, żywa…Tylko Ashkenazy. Tak skocznie, rytmicznie i tęskno jednocześnie. Wspaniale… Urlop, nawet jeśli wypełniony jest solidną pracą, dającą satysfakcję, przy muzyce Mistrza, wzmacnia jeszcze intensywniej szczęście. Tym bardziej, że w końcu są warunki, do słuchania i pisania. Cudownie. Jak ten człowiek rozumie Chopina…

wp-image--93995286Cóż, będę musiał wrócić do tematu Ashkenazy’ego pewnie lada moment. Powróci jak temat wariacji. To niesamowite, jak ten człowiek, jako dyrygent współpracuje teraz, w ostatnim wypuście fonograficznym z Esther Yoo (The 2nd, po ponadnaturalnym SibelioGlazunovie). Cudotwórca(y).

Co tam. Koniec dygresji. Pora powrócić do Mazurków…a ich próbka tutaj. Polecam. Zwłaszcza w nocy. Tak smakuje tylko na urlopie, w tym właśnie miejscu:-))). Szczęśliwie mój kącik już zainstalowany i gra klasykę. Kolejny już raz powtórzę – W MUZYCE JEST ŻYCIE!!!

P.S.

W ramach młodych talentów muszę dorzucić właśnie TO;-)

Dodaj komentarz