YES! YOU CAN! #focusonsugarfree

Prawie roku temu wybraliśmy się z Martusią na urlop. Były to świetne 3 tygodnie laby, po których jednak nie czuliśmy się do końca wypoczęci. Nasz bardzo aktywny, wypełniony pracą, styl życia wymagał, jak się okazało, nie tylko kilkutygodniowej regeneracji, ale zdecydowanej zmiany. To paradoks, ale po długim urlopie czuliśmy się ociężali, niezbyt wydolni, szybko się męczyliśmy i dosypialiśmy popołudniami. O dodatkowych kilogramach nie wspomnę. Fakt, nie byliśmy absolutnie otyli, ale zauważyliśmy, że zbędna masa zaczyna nam mocno przeszkadzać. Szybko, tuż po wypoczynku, trzeba było wskoczyć na najwyższe obroty aktywności (praca do późnych godzin i w weekendy), a organizm nie chciał dostosować się do coraz większych wyzwań. Nie mogliśmy zrezygnować z części koniecznych, a nie chcieliśmy redukować części ulubionych zajęć, dlatego razem, zgodnie stwierdziliśmy, że wśród tych absorbujących aktywności, trzeba zacząć prowadzić w miarę możliwości higieniczny tryb życia. Jak się okazało zmieniliśmy go drobnymi krokami o 180 stopni.

Ja osobiście zacząłem od eliminacji mojego najgorszego uzależnienia, czyli słodyczy. Słodycze towarzyszyły mi praktycznie cały czas. Praca do późnych godzin znaczona była krótkimi przerwami wypełnionymi batonikiem, bądź czekoladą, pączkiem albo drożdżówką. Uwielbiałem to. Piszę w czasie przeszłym, ponieważ etap cukrowego poddaństwa mam już definitywnie za sobą. Na początku nie było lekko. Słodkości brakowało zwłaszcza podczas picia pysznej kawy. Próbowałem oszukiwać się niskosłodzonymi dżemami, owocami, i gorzką czekoladą 100%, a od czasu do czasu pozwalałem sobie na pralinkę lub pączka. Małymi krokami eliminowałem cukier, a organizm reagował bardzo pozytywnie. Po dłuższym czasie unikania słodkości, zjedzona podczas świąt pyszna czekoladka nadziewana ajerkoniakiem pozostawiła taki kwach w ustach, że nie miałem ochoty już o niej nawet myśleć. Od kilku miesięcy słodycze definitywnie przestały dla mnie istnieć. Yes, I can! Aktualnie cieszę się orzechami, owocami i masłem orzechowym. Coś wspaniałego. To moje nowe uzależnienie. Cukrowy rehab to rozdział zamknięty.

Sukces drugi to białe pieczywo. Pisałem już io tym w grudniu – bułki z Krosnowic. Przepadałem za nimi. Po prawie roku bez białego pieczywa, spróbowałem ich ostatnio. Bez smaku. Gdzie jest mój razowiec;-)?

Po trzecie ziemniaki, których było w moim menu całkiem sporo. Oczywiście nadal je spożywam, ale tylko raz bądź dwa razy w tygodniu. Jest za to cieciorka, kasze i  razowe makarony. Martusia przygotowuje te wynalazki:-). Ziemniaki nadal bardzo lubię, ale wśród licznych substytutów nabrały nowego znaczenia. Są wyjątkowe;-). Dalej, trzeba dorzucić rzecz bardzo ważną. Regularność posiłków. Jemy 5 razy dziennie. Część posiłków przygotowujemy do pracy. Ja zaczynam od śniadania, potem przekąska z masłem orzechowym i koktajl owocowy, następnie przygotowany wcześniej kubek z owocami, orzechami, płatkami orkiszowymi i jogurtem; potem spory obiad z toną surówki, a wieczorem sałatka z szynką parmeńską, serem, suszonymi pomidorami, wędzonym łososiem i awokado. Oczywiście menu jest urozmaicone. Co ważne ograniczyłem spożycie mięsa, a na pewno wyeliminowałem mięsa tłuste i smażone. Jest przecież drób, ryby, a także wołowina i wieprzowina, pod warunkiem że duszona. Martusia je mięsa jeszcze mniej. Można więc powiedzieć, że jemy wszystko, tylko trochę inaczej podane niż wcześniej.

A co z alkoholem?  Fakt, jest to moc pustych kalorii. Za mocnymi alkoholami nigdy specjalnie nie przepadałem (no może z drobnymi wyjątkami), ale rzemieślnicze, prawdziwe piwo, czy dobre czerwone wytrawne winko cabernet sauvignon uważałem podczas przyjacielskich spotkań za bardzo smaczne i właściwe. Tutaj również, stety albo niestety trzeba było podjąć działania. Kwestii alkoholu nie ma co ideologizować. Można go pić, ale nie jest to wcale konieczne (myślę oczywiście o osobach bez uzależnienia). Ja spożycie alkoholu mocno ograniczyłem, a przez część opisywanego okresu nie piłem wcale. Kwestia indywidualna. Abstynentem nie jestem, ale aktualnie alkoholu unikam. Oczywiście jeśli będę miał ochotę na towarzyską lampkę, nikt nie będzie mnie powstrzymywał, jednak póki co, jakoś specjalnie nie tęsknię. Dzięki ograniczeniu procentowych przyjemności odkryłem ciekawe, smaczne propozycje piw bezalkoholowych. Pozytywnym zaskoczeniem było tutaj piwo, o którym już pisałem, czyli Nanny State z browaru Brew Dog, czy absolutnie przepyszne kraftowe 1/100 z browaru Kormoran (nie jest to ściśle piwo bezalkoholowe ponieważ zawiera 1% mocy, czyli trochę więcej niż kefir). Po prostu pyszne – polecam. Jakiś czas temu postanowiłem spróbować jednego ze swoich ulubionych, mocno nachmielonych piw…to już nie to samo. Cóż, jak zmieniać lajfstajl to konkretnie. Kormoranie przybywaj;-).

Co dalej, a właściwie co na pierwszym miejscu. To oczywiście aktywność fizyczna. Wcale nie trzeba być wyczynowcem. Ja sam po kilku przygodach komunikacyjnych, nie mam kręgosłupa ze stali, ale nie pozwalam, żeby ograniczało to moją aktywność. To fakt, już wiem, że nie będę zawodowcem i maratony, siłownie i pompowanie nie służy moim plecom, ale nikt nie odbierze mi przyjemności pływania i kilkunastokilometrowych spacerów. Zamierzam dorzucić jeszcze rowerek. Jest moc!!!

Nie ukrywam, że dzięki zmianom odkryłem prawdziwy, cudowny i wspaniały smak, którego wcześniej nie doceniałem. To smak mocnej, nasyconej, aksamitnej kawy arabiki. Mógłbym oddać za nią królestwo. Widok gęstej, wysyconej powietrzem pianki to poezja. Coś od życia trzeba przecież mieć. Do tego duuużooooo wody mineralnej, czystek i zielona herbata.

Na koniec pora podsumować efekty. Pracuję więcej, śpię lepiej, wcześniej wstaję, później wracam do domu, dużo czytam, więcej się ruszam, kupuję płyty z muzyką Chopina, pożeram przemysłowe ilości owoców i warzyw, jeszcze bardziej kocham moją żoną i wyznaję zdecydowanie zasadę quae sunt caesaris, caesari; et quae sunt Dei, Deo. Martusia mogłaby do tego dorzucić jeszcze wiele. Aha, przez 11 miesięcy zgubiłem ponad 9 kilogramów (Martusia trzasnęła aż 12, ale kiedy ja wsuwałem dżemy, Ona jadła owsianki; dodatkowo je zdecydowanie mniej mięsa) i zmienił mi się lekko owal twarzy;-). Ważę dokładnie tyle samo, co w 2002 roku, kiedy kończyłem studia:-). Takie efekty to tylko niecały rok pracy;-))). Zamierzamy kontynuować, aby osiągnięty poziom utrzymać! Krótko mówiąc – POLECAMY WSZYSTKIM! Wystarczy odrobina samozaparcia i dorzucenie nowych priorytetów!

Poniżej fotka – before/after.

13866996_1032825856793350_1820522817_n19021794_1503741916323104_338546246_n

13913811_1189349397762359_4108842794586405420_o18835997_633966603440424_2774450232171462631_n

P.S.

Oczywiście witaminki i suplementy diety, jako uzupełnienie nie zaszkodzą. Przy dietetycznych zmianach, warto wybrać się również na standardową kontrolę lekarską, chociażby z podstawowymi badaniami. Kontrola profilaktyczna, wskazana. Oczywiście zawsze można także skorzystać z pomocy profesjonalnego dietetyka.

Dodaj komentarz